Autor: Andrew Austin
Musze tutaj napisać kolejną małą tyradę. Panoszy się wredny nawyk, który zaczyna mnie naprawdę irytować i gdy wydawałoby się już, że widziałem go po raz ostatni, nagle pojawia się znowu w nieuniknionym towarzystwie absolutnej ignorancji i głupoty.
Tak jest, znów przyszedł czas jechania po NLPowcach.
“Najlepszą rzeczą w przeszłości jest to, że już minęła” wydaje się być nową mantrą. To kolejny Bandleryzm, cytowany zupełnie poza pierwotnym kontekstem, który stał się jednym z Nowych Psalmów dla Praktyków NLP(TM). Widzę go nieustannie na stronach Facebooka różnych osób, zwykle w towarzystwie wielu “X lubi to” i wspierających komentarzy.
Zgadywałbym, że ci idioci którzy to piszą nigdy nie pracowali z prawdziwymi ludźmi jako klientami. Dla wielu osób z problemami emocjonalnymi lub psychologicznymi, przeszłość bynajmniej się nie skończyła i nawet sugerowanie tego może być dość obelżywe.
Oto kilka prostych przykładów:
- Pewna klientka została zgwałcona. Jej mąż nie mógł sobie z tym poradzić, uznał ją za “uszkodzony towar” i zniknął. Jest teraz w depresji, bierze bardzo silne środki psychotropowe. A, ma też kiłę.
- Inna klientka doświadczyła nieoczekiwanej śmierci swojego syna (miał wtedy 22 lata). Ta strata raczej nigdy nie “minie”.
- Inna osoba, pracująca w popularnym sklepie w małym miasteczku, pracowała, aż do kilku dni przed porodem. W trakcie porodu były komplikacje i dziecko zmarło po kilku godzinach. Teraz, każdy kogo ona spotyka nie wie o tym fakcie i pyta ją o to jak ma się jej dziecko.
Mógłbym kontynuować, ale wiecie o co chodzi.
Kiedy miałem 19 lat i studiowałem pielęgniarstwo, przez krótki okres czasu byłem na oddziale psychiatrycznym. Jedna z kobiet, która miała 20-kilka lat, właśnie wróciła po dłuższej nieobecności związanej ze śmiercią męża w wypadku (zginął przechodząc przez ulicę). Był to dla tej kobiety trudny dzień, a stał się dużo trudniejszy gdy pewna, mające dobre intencje starsza pielęgniarka powiedziała, “Spójrz na drugą stronę medalu skarbie, jesteś przynajmniej na tyle młoda by znowu wyjść za mąż.” Była to niezręczna chwila, która na zawsze pozostanie w mej pamięci.
Dla tak wielu osób przeszłość się nie skończyła – wciąż odczuwają jej efekty, które będą na nich wpływały do końca ich życia i są też pewne problemy na które nie pomoże żadna terapia na tym świecie. Co więcej, próba odcięcia osoby od przeszłości w celu usprawnienia jej codziennego życia w myśl idei “robimy NLP, ale to nie jest terapia” jest wysoce problematyczna i bardzo wątpliwa etycznie. Przypomina kult. Jest chora. Czemu równie dobrze nie pójść na całość i nie skłonić klienta do zmiany imienia na “Dziecię Gwiazd”, noszenia białych szat i odcięcia się całkowicie od rodziny.
O cholera, czy to nie jest właśnie tym, co tak wielu trenerów/asystentów NLP z długim stażem już sobie zrobiło? Tak mi się to zdecydowanie wydaje.
Może czas gromadzić Kool-Aid. (Przypis tłumacza – orenżada Kool-Aid z trucizną była napojem wykorzystanym do zbiorowego samobójstwa członków sekty w Jonestown).
Jest to niemal tak głupie jak pycha z którą niektórzy NLPerzy-ale-nie-terapeuci wykorzystują dysocjację z traumatycznymi wydarzeniami w próżnej nadziei na to, że wszystko będzie ok. Wiem, że już o tym pisałem, ale sądzę, że warto to powtórzyć: cierpienie i ludzkie doświadczenie jest dużo głębsze niż tylko jakość wyobrażeń, które ktoś tworzy w swojej głowie. Nie jest to zbyt trudną ideą, a jednak tak wiele osób wystawionych na działanie szkoleń NLP wydaje się mieć z tym kłopoty.
Tutaj kończy się moja tyrada. W pełni oczekuję, że dostanę znowu komentarze w stylu “Znów atakuje NLP” (nie atakuję i nigdy nie “atakowałem NLP” – ale moja frustracja w związku z wieloma praktykami NLP których spotkałem jest chyba dla wszystkich oczywista), po czym minie nieco czau i te same osoby będą pisały na ten temat na jakichś popularnych forach NLP jakby to był ich własny pomysł.



